poniedziałek, 18 grudnia 2017

Nowopolskie obyczaje świąteczne cz. 3

Uwagę Stryya przykuła ostatnio bezczelność, z jaką niektórzy politycy usiłują skorzystać ze świątecznej koniunktury, by piec swoje kasztany (auuuć!) i dobierać się do konfitur. Jeden z prominentnych posłów kończącej się już szczęśliwie za dwa lata kadencji Sejmu usiłuje zbudować swoją popularność korzystając ze świątecznego popytu na wędliny. Szekspirowski Ryszard III oferował królestwo za konia. Współcześni aspirujący gotowi oddać republikę za parówę. I to w czas Adwentu, gdy przystoi raczej post i skromność... Czasy się zmieniają, my razem z nimi...

Dopiski adiustacyjne:
1) Kasztany?! Chyba Kasztanki?! - Siostra Sabina.
2) Od Kasztanki wara! - red. Piłsudski.
3) Prawdę powiedziawszy, to poseł dosyć postny. To znaczy przaśny raczej... - Mgr Nabrzmiała.


sobota, 16 grudnia 2017

Staropolskie obyczaje świąteczne cz. 2

Staropolskich obyczajów świątecznych część kolejna: 



Siostry Sabiny nauki o rozkoszy, jaką może dać wyłącznie (stary) polski burak. Zwłaszcza w porę wyrwany z korzeniem, zapuszkowany i zakiszony. Właściwie zakiszony burak powinien mieć termin spożycia nie krótszy niż dożywotni. Jeżeli nie masz czasu buraka zakisić, pomóż nam przynajmniej go zapuszkować (albo przynajmniej złapać w sak i spakować do wora).


Staropolskie obyczaje świąteczne cz. 1

Na łamach "MChaM" inicjujemy okolicznościowy dział poświęcony (staro)polskim obyczajom świątecznym. Na początku Stryy zaleca odpowiednio wcześnie nastawić nalewki. Na zamieszczonym instruktażu fotograficznym tradycja spotyka się z nowoczesnością - każdy może wybrać sobie wedle smaku i upodobań. Stryy poleca yagodziankę (w środku), ale liczy się przecież indywidualna przemyślność (po staropolsku: kreatywność). 
Czekamy na przepisy od naszych PT Czytelników. 
Wśród Autorów rozlosujemy nagrody (pisma Bakunina i Kropotkina, "Wspomnienia terrorysty" Borysa Sawinkowa oraz thriller erotyczny "50 twarzy Dudy"). 
Dopisek Stryya: Użytkownik posługujący się nickiem "Minister Spraw Wewnętrznych i Administracyi" nie bierze udziału w zabawie. Ciągle wisi 25 zł za halbę. Wiem, kim jesteś, złodzieyu!



czwartek, 14 grudnia 2017

Lech kontra Rus, Czech i Prus :)

Warszawa, Łódź, Katowice, Gdańsk, Sosnowiec, Bydgoszcz... W całym kraju woyewodowie mocą rozporządzeń wcielayą w życie ustawę dekomunizacyyną, zmieniayąc nazwy ulic z bezczelnie propaguyących komunizm (Armii Ludowej, Dąbrowszczaków, Ludwika Waryńskiego, Polskiej Partii Socjalistycznej, Ignacego Daszyńskiego, Bolesława Limanowskiego, Kazimierza Pużaka, Józefa Piłsudskiego) na patryotycznie słuszne,
Z naszych badań wynika, że spośród nowych patronów ulic największym wzięciem cieszy się Świętej Pamięci Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, Profesor Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, Doktor Habilitowany Lech Kaczyński z Małżonką. Mimo protestów toruńskiego publicysty, Tadeusza Rydzyka (który nazwał swego czasu PT Małżonkę "czarownicą"), coraz więcej ulic nosić będzie imię ŚP Prezydenta. W Gdańsku przewiduje się ich od sześciu do ośmiu, w innych miastach - w zależności od rozmiarów i stopnia rechrystianizacji obowiązują odrębne algorytmy. Na przykład w Katowicach - siedliszczu zakamuflowanej opcji śląskiej - imię ŚP Prezydenta nosić ma od pięciu do sześciu placów, dwie arterie, trzynaście ulic, dwa zaułki, jedno podwórko przechodnie oraz kampus Uniwersytetu Śląskiego. 
Opowiadając się całym sercem za patryotycznymi działaniami naszych woyewodów zachęcamy do zgłaszania propozycji ochrzczenia wciąż niezrechrystianizowanych budynków użyteczności publicznej imieniem ŚP PRP PUKSW w W, Dr Hab. Lecha Kaczyńskiego z M. 




poniedziałek, 11 grudnia 2017

O, Beatrycze (mało)polska....


Podpiwszy czut'-czut', Stryyo liryczny się zrobiwszy i łzę ze źrenic świetlistych uronił na okoliczność upadku Beatryczy polskiej, narodowey (łup!), a słowa takie z ust jego (różanych) naonczas padłszy:

Smutno mi, Boże! Dla Niej o zachodzie,
Ujrzawszy to Oblicze Promieniste,
Puszczałem strugę gorzałki po brodzie,
Palonej, czystej...
Choć mi wspomnienia tak złocisz, mnie gorze!
Smutno mi, Boże!

Dzisiaj na mem osiedlu obłąkany,
Sto mil od sklepu i sto mil przed sklepem,
Słyszałem: nowy premier obwołany,
Z pustym czerepem. 
Więc, że wkurwienie moje nic nie może,
Smutno mi, Boże!

Kazano w Polszcze maleńkiej dziecinie
Modlić się za Nią co dzień, a ja przecie
Wiem, że czas płynie i gorzała płynie,
I ecie-pecie...
Że nie wiem, z kim się w barłogi położę,
Smutno mi, Boże!

Niemnie, domowa rzeko, gdzie twe wody,
W których bez gatek pławiłem się dziko,
W których Beata zwilżała jagody,
A Jarek sikał?
Że nie wie nikt, co może Międzymorze,
Że z Nowogrodzkiej krwawe biją zorze,
Że w Białowieży nie ma drzew już może,
Że piśmiennictwo już tylko na korze,
Że кирпича się proszą w Sejmie роже,
Że mnie chędożą, a nie ja chędożę,
Że z każdym dniem jest gorzej i gorzej,
Smutno, mi - o kurwa mać, jak mi smutno!


niedziela, 10 grudnia 2017

Murem za zdrowiem! - Akcja Ministerialna

Minister Zdrowia nie ustaje w zbożnych staraniach o zachowanie Narodu w doskonałej kondycji fizycznej i moralnej. My z Redakcją - murem, przedmurzem i zamurzem nie tylko za Beatą, ale także za Ministrem JXM Radziwiłł Konstantym. Czuj (zdrowy) duch (w zdrowym ciele)!


My też murem za Beatą!

Tylko pod tym Murem,
Tylko pod tym Znakiem,
Ćwikła będzie Ćwikłą,
A Burak - Burakiem (bez GMO)!



Z cyklu przysłowia polskie: krzyż na drogę

W Redakcji trwa od kilku dni zażarty spór o to, kto obalił Beatę. Pół litra obalił Stryy (z radości, że znów z nim gadamy). Pół kilograma opalił Szwagier Micewicz (i wyłączył się ze sporu). Ale kto obalił / opalił / odpalił Beatę? Mamy swoje typy, ale są mętne. Na razie naszej Beatce życzymy ze szczerego serca: "Krzyż na drogę". I oby ciężki był.

piątek, 1 grudnia 2017

Nowy sezon "Project: Lady". Odrażająca prowokacja Stryya

Obrzydliwie seksistowski dowcip Stryya. Już mu całkiem na mózg padło. Odcinamy się - Redakcja.

Szybkie czytanie bez zrozumienia - Akademia Rozwoju Autoerotycznego znów w ataku!

Festiwal Zdrady Stryya trwa! Tym razem zakradł się do Redakcji nocą i skaził nasz periodyk kolejną płatną reklamą. Znów promuje jakichś z dudy wziętych kołczów personalnych. Postawa Stryya nas potwornie rozczarowuje, jeżeli potrzebował kasy na wódkę, mógł zwyczajnie poprosić... Być może winna jest Marysia, która odmówiła wspólnego wystąpienia o 500+... W zaistniałej sytuacji jednak Sabina też mu odmówi... Zamienił Stryjek siekierkę na kijek. A czasy są coraz bardziej przerażające - podziały pojawiają się już nie tylko w Rodzinach, ale także w Redakcjach... 

czwartek, 30 listopada 2017

Akademia Rozwoju Autoerotycznego - ogłoszenie sponsorowane.


Stryj sprzedał się za (psie) pieniądze! Zdrayca Oyczyzny, Złodziey, Stryy. Za pieniądze xiądz się modli, za pieniądze Stryy się podli. Cała Redakcja głosowała przeciwko zamieszczaniu płatnej reklamy Paszczaka, ale zostaliśmy przegłosowani, bo okazało się, że regulamin głosowania ustalił Pyotrowicz. Stryy ma w ryy! W Redakcji trwa śledztwo prokuratorskie w tej sprawie. Na razie, z braku lepszych pomysłów, a wzorem ministrów Paszczaka i Zebry, planujemy zaaresztować kilku kardiochirurgów i sześciu europosłów PO. A też Obywateli RP, feministki i Władysława Frasyniuka. I was wszystkich także!

niedziela, 19 listopada 2017

Staropolska kuchnia fusion. Diety Polskie Narodowe. Przewodnik, cz. 3

W chaosie kulinarnych mód, które za sprawą nieprzemyślanej polityki imigracyjnej UE zapanowały także w Kuchni Polskiej i na Polskim Stole Rodziny Wielopokoleniowej z Wazą (w skrócie KPiPSRWzW) warto poszukać jakiegoś moralnego drogowskazu, który pozwoli zachować umiar
i zdrowy rozsądek (a przede wszystkim zdrowie, honor i ojczyznę) w tym –
nomen omen – bigosie.
        Gdy ze wszystkich stron zmysły nasze atakowane są przez zapachy śmieciowego jedzenia, którym zatruwa nasze serca i umysły kondominium międzynarodowych korporacji, gdy zewsząd straszą nas „Prawdziwe Polskie Kebaby”, „Prawdziwe Polskie Sajgonki”, chleb z glutenem oraz gluten
z cukrem, a także obcy Prawdziwej Kulturze Narodowej hipsterzy rozlewający w komunikacji miejskiej tę swoją kawę z tekturowych, ekologicznych kubków, sięgnijmy do przepisów naszych Babek, Prababek, Praprababek, Prapraprababek oraz Praprapraprababek. I Dziadów. I Alibabek Narodowych. 
        To one – niczym Prawdziwe Słowiańskie Królice (a nie zatrute antykoncepcyjnym czadem amoralne króliczki plejboja), mimo Tragicznych Warunków Kraju Pozbawionego Niepodległości, gospodarząc w Ubogich ale Gościnnych Polskich (Wielopokoleniowych) Chatach z Wylotem na Dym w Strzesze (w skrócie UaGP(W)ChzWnDwS) dokonywały cudów kulinarnych karmiąc Naszych Pra(praprapra)dziadów Niezłomnych, którzy poległszy w kolejnych powstaniach wracali strudzeni do UaGP(W)ChzWnDwS, by pokrzepić się Staropolskim Rosołem Winniary. (To znaczy zawsze tak się działo, jeżeli tylko dana Pra(niepotrzebne skreślić)Babka akurat nie zmarła na zakażenie poporodowe, urodziwszy szóste dziecko w wieku lat dwudziestu pięciu). Ale przecież Ofiarnych Dziewcząt gotowych oddać swe serce (Chwała i Cześć!) Bohaterom nigdy w Oyczyźnie nie brakowało – wystarczało więc wziąć sobie w takiej sytuacji nową Pra(niepotrzebne itd.)Babkę, a już ona i zakrzątnęła się koło rosołu, i w dodatku jakoś tam odchowała tę osieroconą dwójkę, co przetrwała przedwiośnie.)
        Atoli – abośmy to jacy tacy, do qrvy nędzy? – wszak Polska jako Odwieczne i Niezłomne Przedmurze Chrześcijaństwa już od starożytności stała na straży Kultury Polskiej i rozmaite wschodnie (i zachodnie) nowinki kulinarne nie były obce naszym Pr(praprapra)Babkom. Sięgnijmy do ich Nieśmiertelnych Przepisów, aby na naszych stołach, przynajmniej od święta, zagościła choć odrobina zdrowej (i co ważne – taniej) tradycji. Przyjrzyjmy się więc, jak dylemat łączenia swojskiego z obcym rozwiązywały nasze (Chwała i Cześć!) Pra(niepotrzebne, jeśli zmarłe w połogu, skreślić)Babki. Oto Staropolskie Przepisy Kuchni fusion (z ang. groch z kapustą).

1. Kuchnia dalekowschodnia

Sushi
Ciesząca się wzięciem w środowiskach korpo (buchalteriach, księgowościach, kadrach) dieta sushi (czyt. suszi) ma swoje znakomite rodzime odpowiedniki.

Futo-maki (duże płaskie roladki sushi o średnicy 4-6 cm) uzyskujemy odkrawając mniej więcej dwucentymetrowy plaster mortadeli i robiąc w nim palcem dziurę o średnicy palca. (Palec można oblizać albo umyć). W tak powstały otwór wsuwamy rolmopsa, pamiętając o usunięciu z niego tych patyków, którymi ktoś go ponabijał. Jest ryba? Jest. Jest tanio i smacznie? Jest. Można? Można.

Hoso-maki (małe, wysokie roladki sushi) wykonuje się identycznie, wciskając w odpowiednio długi kawałek serdelka kawałek kiszonego ogórka, szczypior domowego chowu, albo, co kto lubi. Żadnego ryzyka zatrucia nieświeżą rybą, domowe smaki, perfekcja prostoty. Zachęcamy do samodzielnych eksperymentów, na przykład z pasztetową.

Ura-maki („odwrócone” roladki sushi, w których ryż jest na wierzchu, a algi w środku). Pomijając takie świństwo jak wodorosty, jest to danie najbliższe Polskiej Tradycji. Przyrządzamy je dokładnie tak samo jak gołąbki, tylko odwrotnie. Ryż z mielonym na wierzchu, kapusta do środka. Trzeba mocno uklepać, bo jak nie, przy gotowaniu może się zrobić z tego Zupa Żołnierzy Niezłomnych. Też szlachetna, ale rzadka.

Jedząc sushi warto zadbać o wartościowy i smaczny sos do maczania smakowitych krążków. Zdania w Redakcji są podzielone, ale w zasadzie zgadzamy się, że sushi maczane w keczupie, musztardzie sarepskiej i/lub oliwie od sardynek jest najlepsze.

Tofu
Popularne w kuchni wegańskiej, ponieważ jest wegańskie. Prawdziwy Polak nie może być wegański, bo wtedy nie będzie Prawdziwy. Ale karmę wrogów trzeba znać.

Zamiast „serka” tofu, który nie wiadomo, z czego jest, można wykorzystać swojski, zakopiański oscypek. Także nie wiadomo, z czego jest. Najtańszy w Sopocie tuż po sezonie.

Sajgonki
Też takie jakby gołąbki, tylko chińskie. Robione z papieru ryżowego i mięsno-warzywnego lub krewetkowego nadzienia. Spożywa się maczając
w sosie sojowym czy w czymś. Ulubione przez japiszonów, którzy mają dużo czasu i w ramach ćwiczeń krosfit nauczyli się jeść pałeczkami. My nie jesteśmy japiszonami, dlatego nasza wersja sajgonków przeznaczona jest do jedzenia widelcem (widelec i wazę do zupy Polska światu dała!).

Inspiracją dla polskich sajgonków była tradycyjna potrawa ludu angielskiego – fiszendczips. Jest to rodzaj naleśnika zrobiony z wczorajszego wydania „The Sun” z nadzieniem z frytek i zapieczonej na oleju flądry. Fiszendczips moczy się w gorącym oleju, w którym ma się całe ręce. W wersji staropolskiej papier ryżowy (albo płachtę „The Sun”) zastąpimy ostatnim przeczytanym „Faktem” lub „Gazetą Polską”. Chyba, że akurat buty przemokły, wtedy „Gazetę Polską” utykamy w te buty, żeby przeschły. Ale jak nie przemokły, robimy sajgonki. Z „Faktu” (albo „GP”) formujemy taką jakby miskę, do której wrzucamy polskie produkty: wygotowane szczątki kury i włoszczyznę spod rosołu, rybie głowy po gotowaniu wigilijnego barszczu, odsmażone wczorajsze ziemniaki, sardynki z puszki, paprykarz szczeciński etc. Papierową kulę zawijamy i smażymy w głębokim oleju. Może być po sardynkach.
Uwaga! Nie obsmażać w keczupie albo/i musztardzie, bo danie utraci swój niepowtarzalny, dalekowschodnio-kolonialny charakter. Podobnie – przy użyciu „Super Ekspresu” lub „Uważam Rze”. Naprawdę warto w kuchni zadbać o składniki najwyższej jakości!
Z braku sosu sojowego gotowe sajgonki obtaczamy w (bezglutenowej!) Staropolskiej Kaszy Jaglanej.

Kaczka po mandaryńsku
Wykwintne danie dla każdego Polskiego Podniebienia.

Prujemy Kaczkę. Wnętrzności rzucamy kotu. Acha! Nie – najpierw trzeba kaczkę oskubać i opalić resztki pierza nad gazem (opcja niedostępna dla posiadaczy płyt indukcyjnych – w takim wariancie można zjeść z pierzem). Następnie Kaczkę prujemy, a wnętrzności rzucamy kotu. Po namyśle odbieramy kotu wnętrzności Kaczki i dajemy mu coś mniej szkodliwego. Kaczka jest duża – bo napęczniała Polską dumą i w ogóle wzdęta od gazów – więc możemy czegoś do niej napchać. Klasyczna kaczka po mandaryńsku napchana jest Mandarynami (w Chinach) lub mandarynkami (przez lemingi i warszawkę). Odrzucając kulturową supremację Tygrysów Dalekiego Wschodu oraz lemingów i warszawki zaproponujemy tradycyjną polską wersję Kaczki napchanej pieczonym prosiakiem z kaszą gryczaną. Jeśli ktoś jednak lubi eksperymenty, niech próbuje do Kaczki napchać Mandarynów: Bochenka, Mazurek (w wersji na słodko), Rydzyka albo Szyszkę (w wersji jarskiej), Ziobra (á la małopolska kwaśnica), Winniczka
(à la manière française), Piętę (błue!). Ale uwaga – napychanie Kaczki Mandarynami każe wziąć pod uwagę obecność w kuchni BOR-owików.
A gdzie kucharek sześć…
        Napchaną kaczkę wstawiamy do piekarnika. Odkręcamy gaz na full, nie zapalając jednak płomienia. Czekam chwilę. Nie za długą. Do kuchenki mikrofalowej wkładamy dezodorant męski, a jeszcze lepiej antyperspirant do stóp. Ustawiamy kuchenkę mikrofalową na 5 min., włączamy, chwytamy kota pod pachę i spieprzamy jak najdalej od Nowogrodzkiej. Najlepiej, gdzie pieprz rośnie (i/lub wanilia).

2. Kuchnia bliskowschodnia

Kuskus
Danie popularne wśród islamistów i terrorystów, siłą rzeczy więc także wśród rodzimych lewaków, wegetarian, lemingów, LGTB i pedałów, a więc tych wszystkich, którzy lekceważą Narodową Tradycję. Nie tak jak my. Dlatego nasza wersja z oryginałem nie ma nic wspólnego, nawet na Polskiej Pszenicy oszczędzimy. Islamistyczny kuskus robi się z kaszki kuskus, gotowanej na parze, z dodatkiem baraniny, warzyw (m.in. dyni), zalewa bulionem. Islamistyczny kuskus podaje się na sypko.

Kuskus staropolski przyrządzimy z Kaszy Jaglanej (bez glutenu) ugotowanej na Wodzie spod Wawelu (WSW), gdzie poniosła śmierć (Cześć i Chwała!) Pramatka Wanda. O baraninę w naszym środowisku nietrudno, ale jeśli nikt się nie zechce poświęcić, zamiast niej wrzucimy do gara Bratni Węgierski Gulasz. Dynia odpada, bo kojarzy się z Halloween, ale jej rolę z naddatkiem spełni Staropolski Kartofel, a bodaj jeszcze lepiej – Nieociosany Burak. Zamiast bulionu – bezwzględnie Rosół. Rosół rozwiąże też problem innych warzyw – rozgotowanego pora, seler, pietruszkę i marchew dorzucamy do Kaszy i rozciapciujemy widelcem (widelec i wazę Polska światu itd.). Gotowy kuskus przekładamy do wazy (wazę i widelec Polska światu) i jemy wspólną, Bratnią Chochlą, podawaną z rąk do rąk.

Kebab
Przed meczykim, po meczyku i w trakcie. Przed ustaweczką i w trakcie (po ustaweczce – kroplówka, transfuzja). Doskonały pod piwko, wódeczkę
i wuwuzelę. Sos do kebaba znakomicie komponuje się kolorystycznie z szalikiem. I z kominiarką, szczególnie w okolicy otworu chłonącego.
        Polski kebab? Żadnej baraniny! Gotowana kura spod rosołu, siekany schabowy w panierce lub karkówka z grilla znakomicie odnajdą się
w towarzystwie sałatki coleslaw (resp. Bolesław), Polskiej Mizerii lub Resztek z Bigosu. Tak przygotowane nadzienie upychamy w bułkę (nie kajzerkę i nie paryską!), naleśnika, racucha, placka ziemniaczanego, resztki ciasta po pierogach (ale nie ruskich!). Aha i broń Boże w bajglę! Przy braku pieczywka po prostu napychamy łapami pod kominiarę. Palusie lizać! Jako sosy najlepsze: keczupik, musztardka sarepska, olej spod sardynek, piweczko, zasmażka do pierogów, smalec ze skwarkami, Zbyszko Cola. Jeśli lubicie na ostro – proponujemy zjeść racę lub petardę. Petarda! W braku racy i/lub petardy można też podzielić się życiową mądrością („HWDP”) z wygłodniałymi przedstawicielami sił porządkowych otaczających stadion i/lub budę z kebabem.

Falafel
Rymuje się z „wafel”. Poza tym to kuchnia izraelska (patrz „miska soczewicy”). Nie ma odpowiednika w polskiej tradycji.


C.D.N.

Starszy ogniomistrz podkuchenny, Stryj Wincenty 
poleca także inne swoje przemyślenia o Kuchni Polskiej:

Diety Polskie Narodowe. Przewodnik, cz. 1
Diety Polskie Narodowe. Przewodnik, cz. 2